Byłam w kinie na "Służących" i muszę przyznać, że dawno tak dobrego filmu nie widziałam, uśmiałam się do łez, ale po zostało mi lekkie poczucie grozy. To całe amerykańskie południe w latach 60 wydaje mi się wielkim więzieniem, gdzie panie mogły tylko rodzić dzieci i siedzieć w domu bez prawa o decydowaniu o czymkolwiek poza tymi, które miały od nich gorzej, czyli czarnymi służącymi. Zauważyłyście, że w tym filmie prawie nie ma mężczyzn? Oni zajmą się poważnymi sprawami o których kobieta nie ma pojęcia, a nie jakimiś tam swoimi dziećmi :p
P.S. Wracając do filmu to szacun dla aktorek głównych ról, świetnie to zagrały
